Winter Cup 2019 czyli udane rozpoczęcie sezonu

Winter Cup to zawody, na które wszyscy czekają. W tym roku napięcie było duże, a lista startowa zapełniła się w kilka minut odcinając przy okazji serwer od świata.
Rozpoczęcie sezonu dawno nie było tak emocjonujące. Na rynek wchodzą nowe glajty klasy EN-D oraz CCC, a producenci liczą, że ich nowe konstrukcje szybko pojawią się na czołowych miejscach.

Po pięciu latach użytkowania świetnej uprzęży Woody Valley X-Rated 6 zdecydowałem się na zmianę i zakupiłem uprząż Genie Race 4 firmy Gin Paragliders. Należąca do segmentu nowych, stabilnych uprzęży zawodniczych GR4 jest bezpośrednim odpowiednikiem uprzęży Woody Valley X-Rated 7 oraz Ozone Exoceat.

Biorąc pod uwagę opinię pilotów latających w uprzężach tej klasy, liczę, że latanie na skrzydłach CCC będzie przyjemniejsze, lot na speedzie bardziej  stabilny przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniej dynamiki podczas krążenia w kominach. Winter Cup to idealna okazja by się o tym przekonać.

 

źródło: gingliders.com

Autorem wszystkich zdjęć w poniższym artykule jest Wojciech Kocot.

 

Razem z Arkiem Ślusarczykiem – członkiem UFO Teamu (latającym obecnie na nowym UP Meru) na Słowenię wyjechaliśmy wcześniej i dotarliśmy na miejsce w czwartek rano przeznaczając ten dzień na trening. Kilka godzin snu i jazda na startowisko. Tam wiadomo, krótki spacer i start. Warunki pogodowe pozwoliły na polatanie do bólu, nie był to może topowy, przelotowy warun, ale dzień bardzo się przydał i pozwolił na korekty ustawień uprzęży, speeda i obycie się z powietrzem po długiej zimowej przerwie.

 

Task 1

Prognozy nie były optymistyczne, więc na startowisku panowała rozluźniona atmosfera. Siedząc przy pełnym pokryciu zastanawialiśmy się czy nie zacznie kropić. Pospolite ruszenie rozpoczął dopiero Stefan Vyparina, który nie wytrzymał i ruszył w kierunku cylindra startowego. Gdy tylko zobaczyliśmy, że grań działa a Stefek śmiga w górę, ruszyliśmy za nim.

Udało się wykręcić kilkadzisiąt metrów nad start, ale nie dawało to większych szans na oblecenie całości 30-kilometrowej trasy. Po zaliczeniu pierwszego punktu, wszyscy padaliśmy jak kaczki lecąc w stronę kolejnego punktu na zachodzie. Ja sam lądowałem na drodze do Ozeliana, co zdefiniowalo mój wieczór – Pizza Rukola!

Wyniki konkurencji:
https://comps.sffa.org/sites/default/files/t1_4.html

Task 2

Winter Cup powoli przyzwyczaja nas do dobrych, długich konkurencji. 

Rozłożono trasę o długości 85 kilometrów. Punktów zwrotnych było co niemiara, aż ciężko było się połapać w tym misz-maszu, a łatwo też było o błąd wprowadzając wszystkie te punkty do urządzeń.

Start wyszedł bardzo dobrze, razem z Krzyśkiem ruszyliśmy na trasę będąc wysoko i całkiem z przodu. Po drugim punkcie w rejonie zamku na zachodzie, było już wyśmienicie, a odlatując z trzeciego razem z Jurijim Vidicem i Tilenem Ceglarem prowadziliśmy stawkę.

Lecąc na wschód, należało wkleić w grań Lijaka i zaliczyć punkt na plateau. Znajdował się niedaleko krawędzi, jednak trzeba było mieć wysokość, aby go bezpiecznie zaliczyć. Tylko Jurij doleciał na tyle wysoko, żeby w ekspresowym tempie wyjechać w górę. Reszta, w tym ja, byliśmy w połowie grani i zatrzymaliśmy się tam na chwilę. 

Jurij zyskał przewagę i nie oddał jej do końca. 

W rejonie Chavena dałem się zepchnąć na zawietrzną, podczas gdy na nawietrznej kręcił już Jacek, który po chwili przeskoczył mi nad głową. Zrezygnowałem z kręcenia i rzuciłem się w kierunku Kovka.

Tam piękna wykrętka w najmocniejszym kominie tego dnia, i skok na masyw w stronę anten, gdzie znajdował się kolejny punkt. Lot do niego to typowa jazda po grani, na pełnej beli.
Kolejny cylinder wychodził mocno nad środek doliny, można go było zaliczyć lecąc po prostej lub bezpiecznie wracając przez Kovk. Wybraliśmy tą drugą opcję, płaskie działało słabo i nie dawało gwarancji dolotu (Sprawdził to Paweł Faron, którego punkt ten posadził na ziemi w okolicy mety). 

Po zaliczeniu cylindra dolot do mety był już właściwie formalnością. Wracając, zdecydowanie przesadziłem z wysokością i doleciałem na metę okropnie wysoko.
Taska zakończyłem na 13 miejscu. Ok, ale szkoda straty do czołówki, która odeszła mi za Chavenem.

Wyniki konkurencji: https://comps.sffa.org/sites/default/files/t2_3.html

Task 3

Tym razem trochę krótsza konkurencja – 60 km.

Początek znowu bardzo dobry – świetny start i jazda na przodzie w kierunku punków rozlokowanych na północnym zachodzie.
Po cylindrze w rejonie miejscowości Grgar (gdzie mieszkaliśmy) długi skok na przedpole i powrót w rejon górek na zachód od startowiska. 

Kolejny punkt znajdował się na przedpolu Chavena, dosyć daleko na środku doliny. Musieliśmy przeskoczyć na znane większości male górki na południu, widziane ze startowiska.
Szczęśliwie na przeskoku miałem dużo wysokości i wybrałem optymalną linię żeby jej nie stracić. Górki nie działały dobrze, wręcz słabo – posadziły wielu pilotów, w tym pędzącego tuż przede mną Krzyśka.

Lecąc wzdłuż mikro-masywu zauważyłem jeszcze tylko Pawła Farona, który wystrzelił jak sprężyna z samego dołu i ruszył w kierunku ostatniego punktu w połowie drogi do anten. Ja pokrążyłem jeszcze chwilę w słabym noszeniu i udałem się za nim.

 

Przed dotarciem do ostatniego punktu widziałem kilka osób, które z przedpola wróciły na Kovk i wyprzedzili nas okrężną drogą. Po osiągnięciu grani, dolot do mety był już formalnością. Stawka mocno się tasowała, ostatecznie nie było tak źle, zmieściłem się w pierwszej dwudziestce.

Z naszych najlepiej poleciał Marek Robel. Widząc co dzieje się w małych górkach, wybrał trasę środkiem doliny i optymalnie wykorzystał warunki tego dnia dolatując na metę na szóstym miejscu.

Wyniki konkurencji: https://comps.sffa.org/sites/default/files/t3_2.html

Podsumowanie:

Po trzech konkurencjach ostatecznie plasuje się na szczęśliwym 13-tym miejscu. Tuż za mną, na 14-tym znalazł się Jacek Górski, a na 16-tym Tomek Janikowski.

Podium przywłaszczyli sobie Słoweńcy:
1. Jurij Vidić
2. Bojan Gabersek
3. Tilen Ceglar

Na szczęście jako Polacy nie pozostaliśmy bierni i dla odmiany przejęliśmy podium Sport, gdzie pierwsze miejsce zajął Dominik Kapica, a drugie Kuba Sto
Gratulacje!

Wśród Kobiet triumfowała Adel Honti z Węgier tuż przed Yvonne Dathe z Niemiec. 
Poniżej linki:

Overall
Kobiety
Sport

Winter Cup po raz kolejny okazał się świetnym wyborem na rozpoczęcie sezonu i wkręcenie się w pozytywną zawodniczą fazę. 

Poza wynikiem bardzo cieszę się, że nowa uprząż się sprawdziła. Mam bardzo pozytywne odczucia po pierwszych taskach i liczę, że będzie tylko lepiej. Oczywiście wszystko będzie wymagało jeszcze drobnych korekt, ale obecny poziom komfortu jest niesamowity. Miałem poważne obawy co do stabilności i „sztywności” Gina w kominach, jednak na ten moment wygląda na to, że niepotrzebnie się martwiłem.

Kolejny przystanek to Trofeo Montegrappa na Wielkanoc i Soca Open Valley podczas majówki.
Cieszę się bardzo i czekam na ten sezon. Właśnie potwierdziłem też swój udział w tegorocznej edycji Pucharu Świata we Francji!

Do zobaczenia!

Na koniec film Chrząszcza, zapraszam również do pełnej galerii zdjęć Wojtka

Link do galerii Wojtka Kocota